Zauważyłem, że w ostatnim czasie darzę dziwnym uwielbieniem projekty spod skrzydeł Fabiena Potenciera. I chociaż symfony 1 nie lubię, nie lubię przyjętej przez Sensio Labs konwencji nazewniczej (sfCamelCase) to ich najnowsze produkty zmierzają dokładnie w takim kierunku, w jakim widziałbym szansę dla PHP. Mieliście o Twigu, mieliście wzmiankę o Templating Component który znajdzie zastosowanie w Symfony 2, odwoływałem się trochę do Doctrine.
A dziś przyszedł czas na odświeżony framework do testowania – lime. I polecam go nie z powodu uwielbienia dla bibliotek wyżej wspomnianej firmy, ale dlatego, że to nieco inne podejście do testów, jakie znamy w PHPWpis długi nie będzie, większość możecie przeczytać na blogu symfony i blogu samego twórc, Berhnarda Schusska
Wśród listy ciekawostek znajdziemy:
- wsparcie dla adnotacji (parser i lexer biorą pod uwagę instrukcje zapisane w komentarzach)
- znacznie bardziej proceduralne podejście, co pozwala uniknąc pisania tych śmiesznych (dla mnie osobiście) klas z testami
- łatwość generowania mocków i stubów
- wielowątkowość (macie dość długiego wykonywania testów?)
A to co mnie cieszy najbardziej to ogromna poprawa jakości kodu w stosunku do wersji poprzedniej i niemal całkowita kompatybilność wsteczna. Swietna robota. :)
Tak więc jeżeli nie obawiacie się przeanalizowania kodu lime 2 na własną rękę a także wcześniej przywołanych postów: gorąco polecam. Pisanie testów robi się znacznie szybsze i przyjemniejsze, jeżeli przyrównywać je do wcześniejszych wrażeń z PHPUnit czy Simple Test.
PS. Jak widzicie blog ma nową oprawę graficzną, która mam nadzieję będzie odznaką nowego wcielenia serwisu. Dotychczas dopuszczalny, maksymalny czas między postami wynosił aż miesiąc! Związane to było z tym, że autorzy w których na początku pokładałem nadzieje całkowicie olali projekt. Co jednak gorsze nawet ten termin udało mi się przekroczyć! Niemniej jednak z dniem dzisiejszym mam nadzieję publikować co najmniej jeden wpis tygodniowo. I zlinczujcie mnie, jeżeli słowa nie dotrzymam i/lub nie wynagrodzę Wam tego podwójną liczbą postów.
PS 2. Niedługo dłuższy wpis o Dependency Injection, gdzie po raz kolejny ukaże się mój fetysz na punkcie bibliotek z „sf” w nazwie. :)